|
Pałac
w Nakomiadach, prawdziwa perła baroku holenderskiego na ziemiach dawnych
Prus Wschodnich, wybudowany przez Johana Hoverbeck-a na
służbie dyplomatycznej u Wielkiego Elektora. Reprezentował
on swego władcę na dworze króla polskiego, doprowadzając
do odłączenia Prus od Korony. Gdyby tylko sama historia umiała
bronić dóbr kultury, na pewno całe założenie pałacowo-parkowe
w Nakomiadach nie spotkałby tak zły los. Dopóki istniało
po II Wojnie Światowej Państwowe Gospodarstwo Rolne, sam pałac,
choć z licznymi przeróbkami we wnętrzach, trzymał się całkiem
nieźle. Jak na ironię, to za czasów wolnej Polski
doprowadzony został do upadku.
Przez 17 lat pozostawiony sam na sam z przyrodą rozsadzającą
zimą namoknięte mury i ludźmi wyrąbującymi w biały dzień
podłogi, oraz belki stropowe. Skradzione rynny, okna, a nawet
drut z piorunochronu. Poniszczone systemy odwodnieniowe,
zdewastowane dawne ogrody i wycięta w pień cała jesionowa
aleja na podjeździe. Wszędzie dziesiątki ton śmieci i
gruzu, na dawnych ozdobnych trawnikach fundamenty po kurnikach
i komórkach pracowniczych. Całość zarośnięta krzakami,
pokrzywami i już sporej wielkości samosiewnymi drzewami.
Nawet w rynnach dachowych rosnące sporych rozmiarów
cztery brzozy i dwie wierzby.
W środku pałacu pełno pustych butelek, ekskrementów i śladów
po małych ogniskach. Wszędzie przerażająca wilgoć, lejąca
się woda z częściowo rozebranego dachu na powoli gnijący
strop i wielkie niedostępne podziemne jezioro w drugiej
kondygnacji piwnic zwanych lochem. To obraz z roku 1998 - roku
w którym pałac zyskał szansę na przeżycie.
|